sobota, 7 grudnia 2013

6.


Podjechałyśmy pod pensjonat Salvatore'ów. Wcześniej nie miałam szansy zbytnio przyjrzeć się samemu budynkowi, jednak teraz mi się udało. Przez moment podziwiałam rezydencję, jednak tylko przez krótką chwilę, bo Caroline ciągnęła mnie do środka.
 Jeszcze zanim przekroczyłyśmy próg budynku Caroline krzyknęła:
 - Katherine! - Wampirzyca zmaterializowała się przed nami w mgnieniu oka. - Ogarnij pozostałych.  My zajmiemy się alkoholem i muzyką.
 - Dziś pijemy? Super! 
 Brunetka zniknęła, słychać było jak trzaskała drzwiami i podrywała z łóżek wszystkich po kolei.
 Z Caroline weszłyśmy do salonu. Bonnie podeszła do dość dużej szafki. Gdy ją otworzyła dostrzegłam półki wypełnione na ścisk alkoholami. Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową. 
 - Ile ma najstarszy alkohol? - zapytałam wskazując na pokaźne zbiory. Bonnie z trudem sięgnęła po butelkę na najwyższej półce i czytała etykietę. 
 - Jakieś... 120 lat? - roześmiała się i odstawiła butelkę na półkę. 
 - A ile właściwie macie wy wszyscy lat?
 - Ja jestem wampirem od dwóch lat, a bracia Salvatore - który właśnie weszli do salonu w towarzystwie bliźniaczek, które jak się domyśliłam również były wampirami - wampirami są od jakiś stu sześćdziesięciu. Katherine - wskazała na tą ładniejszą bliźniaczkę - Około pięćset czterdziestu. Jest najstarsza z nas. i cały czas się wymądrza. Elena..
 - Bliźniaczka Katherine?
 - Sobowtór. - westchnęła - dłuższa historia, nie pytaj. Elena od roku. - Elena zaciągnęła Stefana na kanapę, a Kath i Damon podeszli do Bonnie. 
Caroline pociągnęła mnie w kierunku szafki z ciemnego drewna. 
 - A tu.. - lekko nacisnęła na górę mebla, która podskoczyła do góry - wybierzemy muzykę.
 Moim oczom ukazał się niesamowity laptop. No w samym urządzeniu nie było nic nadzwyczajnego, ale zawartość którą pokazywała mi Care, była imponująca. 
 - Siedem tysięcy osiemset czterdzieści trzy utwory - Blondynka wskazała mi numer z boku listy utworów -  Wszystkie podzielone na gatunki, lata i tak dalej. To na co masz ochotę? Coś mocniejszego czy delikatniejszego?
 - Siłę alkoholu dostosujesz do muzyki czy na odwrót?
 - Muzykę do alkoholu.
 -To ustaw coś naprawdę mocnego. - uśmiechnęłam się szeroko i poszłam w kierunku szafki z alkoholami. Razem z trójką, która już tam stała ustawiłam butelki na stole. Wszyscy zasiedliśmy na kanapach. Muzyka grała naprawdę głośno, a alkohol szybko ubywał. Po godzinie picia i śmiania się, poczułam się nieco przytłoczona całym gwarem. Elena i Stefan obściskiwali się na kanapie jak napaleni narzeczeni, a Caroline, Katherine i Damon, śmiali się z pijanej Bonnie. 
Wstałam z kanapy.
 - Zaraz wracam. - powiedziałam i wzięłam z torebki zapalniczkę i paczkę papierosów. Potworny nałóg, który zabija jednak jak nic pozwala się odprężyć.
 Wyszłam przed dom i zapaliłam jednego papierosa,  mocno zaciągnęłam się. Zaczęłam się krztusić.  Zaklęłam pod nosem.
 - Cholera, Samatha! - Moja przyjaciółka potrafiła mi dopiec nawet na odległość. Zamieniła jednego waniliowego papierosa na mentolowego kiedy nie patrzyłam. Oczywiście tych drugich nienawidziłam. Zgasiłam butem ledwo napoczętego papierosa i wyjęłam kolejnego z paczki. Ten był dobry. Kiedy zaciągałam się po raz kolejny u mojego boku pojawił się nagle Damon. Był mocno wstawiony.
 - Witaj Amber. - moich uszu dobiegł cudowny głos.
 - A ty tu czego? - zapytałam dmuchając mu w twarz dymem. Nadal nie wybaczyłam mu tego, co było w motelu. Nie wiedziałam czy kiedykolwiek się na to zdobędę.
 - Szczerze? Przyszedłem przeprosić.

___________
Witam po meeega długiej przerwie.
Wiem, wiem, zaniedbałam opowiadanie.
Właściwie to zawiesiłam je, o czym nie wspomniałam, ale może mi wybaczycie. 
Za nami kolejny rozdział (ta, krótki - kolejna rzecz, którą może mi wybaczycie), a w przyszłym tygodniu dodam kolejny. Będzie coś więcej niż zwykłe picie alkoholu

sobota, 14 września 2013

5.

 Pierwsza ruszyła się blondynka. Caroline. Szybkim ruchem rozerwała krępujące mnie sznury. Rozmasowałam obolałe nadgarstki.
 - To o co chodzi z pierścieniem?
 Bonnie zrobiła krok w moim kierunku.
 - Czarownica ma duże pole działania jeśli chodzi o biżuterię. Może..
 - Ty jesteś czarownicą?
 Kiwneła głową - Tak. Czarownica może tworzyć pierścienie chroniące wampiry przed słońcem. To chyba robią najczęsciej. Ja zrobiłam dwa. Dla Caroline i Eleny. Mniej znane i zdecydowanie rzadziej wyrabiane są pierścienie, które chronią ludzi przed jakąkolwiek śmiercią z rąk istot nadnaturalnych. Jak twój. - wskazała na moją dłoń. - Kto ci go dał?
 - Moja babcia mi to zapisała wraz z jakimiś starymi książkami.
 Caroline, która pomagała Damonowi wstać popatrzyła na Bonnie
 - Czy to mogą być..
 - Księgi czarów? Chyba tak. Czym się zajmowała twoja babcia?
 - Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Chcesz zobaczyć te księgi?
 Mulatka kiwnęła głową. Tuż przed wyjściem z lochu usłyszałam narzekania Damona.

***

 Weszłyśmy do mojego domu. 
 - przepraszam za bałagan, ale przyjechałam tu wczoraj.
 - nie ma sprawy - uśmiechnęła się Bonnie - To gdzie księgi?
 Wskazałam na stolik do kawy cały zawalony księgami i papierami.
 - Wow. - krótko podsumowała. - To wszystko było twojej babci?
 - Mhm. I jej babci. I tak dalej. co drugie pokolenie.
 Bonnie usiadła na kanapie, ja zaraz koło niej. Zaczęłyśmy przeglądać księgi. Niektóre rzeczy mi tłumaczyła. Koło 15. odezwał się dzwoek do drzwi. Wstałam otworzyć.
 - Caroline! Hej. Nie spodziewałam się ciebie.
 - Hm, no tak. Przyniosłam wam pizze! - uniosła rękę z dwoma płaskimi pudełkami. Chciała zrobić krok do przodu, ale zatrzymała ją jakaś niewidzialna bariera.
 - Musisz ja zaprosić, jeśli ma wejść. Oczywiście jeśli chcesz. - z głębi domu krzykneła Bonnie.
 Otworzyłam drzwi szerzej i niczym lokaj zaprosiłam ja gestem do środka.
 - Caroline Forbes, zaraszam cię do domu.
 Blondynka się rozpromieniła i niemal wskoczyła do środka. podała mi pizzę. Wzięłam pudełka i zrobiłam jej miejsce. Care sięgnęła do torebki i wyjęła butelkę whisky.
 - pomoże myśleć. z resztą pijane czarownice są zabawne. - powiedziała przechodząc do salonu. Bonnie zgromiła ją wzrokiem.
 - Chyba nie dowiem sie o co chodzi, prawda? - przeszłam do kuchni i wyjęłam pizze na duże talerze.
 - Na pewno nie. - Odburknęła Bonnie patrząc wilkiem na Care.
 Wróciłam z pizzą.
 - To co z tymi papierami?? - Zapytała blond wampirzyca
 - To wygląda na księgi czarów. Starsze niż te które mam. A moje liczą sobie  koło trzystu lat. - Bonnie mówił tekkim tonem, ale i z nieskrywaną fascynacją. Popatrzyłam na Caroline, która stała pół metra ode mnie i trzymała w dłoni nienaruszoną butelkę z alkoholem.
 Wziełam whisky od wampirzycy i szybkim ruchem ją odkręciłam. Pociągnęłam kilka łyków. Nieco odprężyłam się gdy poczułam znajome drapanie w gardle.
 - Bon. Jakie są szanse, że i ja jestem czarownicą?
 Czarownica zawahała się.
 - Jakieś 95 procent.
 Opadłam na kanapę nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
 - Hej, dobrze się czujesz?
 - Tak, chyba tak. - odpowiedziałam, głosem wypranym z wszelick emocji. W ciszy jadłysmy pizze. Zaczęłam wpatrywać się w świeczkę stojącą na komodzie pod ścianą. Dałabym radę ją zapalić?
Nie skończyłam o tym myśleć, a świeczka buchnęła płomieniem. Szybko podniosłam się z kanapy i podeszłam do komody. Zgasiłam płomień dmuchnięciem.
 - Teraz mam sto procent pewności. - popatrzyłam na Caroline. - Gdzie można się upić w dobrym towarzystwie?
 - Może u Salvatore'ów?
 kiwnęłam głową, zabrałam torebkę, założyłam buty.
 - Bonnie? idzesz z nami?
 - mogę. Ale nie będę pić.
 Zaczełyśmy się śmiać. Szybko posprzątałyśmy rzeczy za stolika. resztę pizzy schowałam do lodówki. Atmosfera się rozluźniła, a my wyszłyśmy na zewnątrz. Wszystkie wpakowałyśmy się do auta caroline i pojechałyśmy do pensjonatu.

sobota, 3 sierpnia 2013

4.

 Obudziłam się przywiązana do krzesła w swego rodzaju piwnicy. Byłam cała zesztywniała. Nie wiedziałam, czy od chłodu jaki panował w lochu, czy od tego, że długo się nie ruszałam. Do tego miałam potwornego kaca. Spróbowałam się poruszyć, ale ktoś związał mnie na tyle mocno, że nie miałam na to szansy. Popatrzyłam na swoje ręce. Na dłoniach wciąż miałam skórzane rękawiczki a na palcu lewej dłoni na rękawiczce nadal miałam pierścionek od babci.
 W cieniu w kącie dostrzegłam zarys postaci, która w tej samej chwili wyszła z ukrycia. To była Katherine.Podeszła do mnie i zacisnęła mi na ramieniu dłoń, boleśnie wbijając idealnie opiłowane paznokcie w skórę.
 - Czemu pytałaś o werbenę? - wyskoczyła nagle z pytaniem.
 - Co? - nie wiedziałam o co jej chodzi. Nie pamiętałam.
 - W barze. upiliśmy sie, a ty nagle zapytałaś sie Bonnie o werbenę!
 Coś mi świtało w głowie, ale wciąż wspomnienia poprzedniej doby były bardzo, bardzo niewyraźne. Drzwi otworzyły się, a w progu stanął ciemnowłosy facet. Gdy dostrzega mnie przywiązaną do krzesła, blednie, spogląda to na Katherine, to na mnie. Gdy zobaczyłam jego oczy, wspomnienia zalały mnie potężną falą. Cała noc w motelu; alkohol, moja kolacja i... Pobladłam. I krew. Moja. On ze mnie pił. On był wampirem. i jeszcze jego imię... Damon. Cały czas patrzyłam się na niego.
 Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, on zadaje pytanie Katherine:
 - Co tu się do cholery dzieje? I kto to jest?
 Ja w ciągu paru sekund doszłam do siebie.
 - No nie mów, że już zapomniałeś. - zaśmiałam się, kryjąc swój strach. - Pozwól, że przypomnę. Jakieś dwadzieścia osiem godzin temu, przysiadłeś się do mojego stolika kiedy jadłam posiłek. Później wypiliśmy trochę, zabrałeś mnie do jakiegoś motelu, w międzyczasie gdzieś zniknąłeś, bo gdy obudziłam się rano nie było cię! - niemal krzyczałam na niego. - Spotkałam cię przy automacie z napojami. Stałeś tam z kawą. Jak wróciliśmy do pokoju, byłeś tam chwilę i się zmyłeś. Jak każdy typowy, pieprzony facet!
 Musiałam przestać, bo nie miałam siły oddychać. Z tego skorzystała Katherine.
 - Że co?
 - A i zapomniałam, o coś zapytać. - zostałam zignorowana.
 Do piwniczki weszli pozostali z poprzedniego wieczoru. Zrobiło się cholernie ciasno. Nie miałam czym oddychać. Zaczęła się ostra dyskusja, wszyscy mnie olewali. Damon przekonywał wszystkich, że wymazał mi pamięć (byłam trochę zdziwiona), wszyscy darli się na niego, że chyba jednak mu się nie udało.
 -Czy ty jesteś wampirem? - w pomieszczeniu zapadła cisza. - Czy. ty. jesteś. wampirem? - zapytałam ponownie oddzielając każd słowo od poprzedniego.
 -Tak. - padła krótka, rzeczowa odpowiedź. nie taka jakiej się spodziewałam. potrząsnełam głową. Damon zwrócił sie do Katherine - jak ona - wskazał na mnie - sie tu znalazła?
 - Zabiłam ją.
 - Co? - krzyknełam. - Chyba nie! nie siedziała bym tutaj. - Damon potrzegł do mnie i przyjrzał sie moim dłoniom.
 - Wiedziałas o pierścieniu? - zapytał Katherine.
 Westchnęła i odpowiedziała:
 - Nie, nie wiedziałam.  W razie czego nasza wiedźma by ją ratowała swoim czary-mary.
 Brunet błyskawicznie przygniótł ją do ściany
 - Ty suko.
 - Tobie też nie zależało na niej. Jedna nocka. Brawo, Damonie. - wycharczała. - Swoją drogą, rajcuje cię to? Robienie krzywdy kobietom? - bez wachania wykręcila mu rękę którą zaciskał na jaj szyi. Zwinął sie z bólu. - Zawsze będe silniejsza niż ty - wyszła z lochu, a wszyscy przyglądający się tej scenie stali w osłupieniu.
 Bliźniaczka Katherine, wyszła zaraz za nią ciągnąc za sobą Stefana. Zostałam tu z Caroline, Bonnie oraz Damonem nastawiajacym sobie dłoń. przypatrywałam się wszytkiemu w szoku. uświadomiłam sobie właśnie, że od tąd moje życie będzie zupełnie popaprane. - Super. To może ktoś mnie rozwiąże i wytłumaczy mi o co chodzi z pierścieniem?

sobota, 20 lipca 2013

3.

Miasteczko powitało mnie chmurami i wyjątkowo niską temperaturą. Nie było to zachęcające...
 Powoli mijałam East street, Conyers street, aż w końcu dojechalam do Maple street i skręciłam. Minęłam numer 2102, 2104, 2106 i zatrzymałam się. Na skrzynce pocztowej widniał adres:
Maple Street 2108
 Weszłam do domu i powitało mnie klasycznie urządzone wnętrze. Jasna kuchnia z wysepką na środku, beżowo-brązowy salon z ciemną sofą naprzeciw telewizora. Po drugiej stronie pokoju był obowiązkowy kominek. Wróciłam do holu i rzuciłam okiem na pudła. Wzięłam pierwsze z brzegu. Było wypełnione książkami ze strychu. Na początku wyglądało jak bardzo stare albumy ze zdjęciami, które nigdy nie były oglądane. Sięgnęłam po pierwszy i rozsiadłam się na kanapie. Otworzyłam album i zamiast zdjęć ujrzałam stare kartki zapisane wyblakłym atramentem i rysunki kwiatów i ziół. Przeglądałam następne strony kiedy z księgi na kolana spadło mi zasuszone zioło. Chciałam odszukać roślinę w dziale z ziołami. nie znalazłam nawet najmniejszej wzmianki. Zdesperowana zaczęłam przerzucać kolejne księgi popijając whisky, aż w końcu natrafiłam na księgę "Demony i potwory". Dolałam sobie bursztynowego trunku i lekko wstawiona przerzucałam kolejne strony.  odszukałam rysunek i przeczytałam opis:
 "Werbena - zioło silnie szkodzące wampirom.
 Jeszcze bardziej pijana odnalazłam notatki o wampirach.
 Potwór; żywi się krwią; bezduszne; potępione; potrafią hipnotyzować...
Litery zamazywały się coraaz mocniej, a powieki były coraz cięższe. W końcu wykończona pozwoliłam sobie odpłynąć w niebyt.

***

 Obudziłam się parę godzin później jeszcze lekko pijana. Za oknem było już ciemno, zegar w kącie wskazywał 20.37. Postanowiłam rozejrzeć się po miasteczku. Na piechotę dotarłam do Grilla. Zajęłam miejsce przy barze. Skinęłam na barmana.
 - Burbon jeśli można.
 Oj Amber, Amber. Tyle alkoholu w ciągu jednej doby.
 - A co innego można robić niż pić, gdy się nikogo nie zna. - mruczałam pod nosem popijając burbona.
 - Poznać kogoś. - koło mnie pojawiła sie szczupła dziewczyna. Falujące blond włosy sięgały jej do ramion. Wyciągnęła rękę w moim kierunku. - Caroline.
 - Amber.
 - Nowa w mieście, czy przejazdem?
 - Na stałe. Aż tak widać?
 Caroline zamówiła burbona dla siebie, a dla mnie drugą kolejkę.
 - Nie, spokojnie. - Roześmiała się. - Po prostu mieszkam tu od zawsze i znam prawie wszystkich. Moja mama jest w radzie miasta. I do tego szeryfem.
 - Małe szanse na zwariowane życie.
 - Oj nie masz pojęcia jak się mylisz. - dziewczyna wymruczała pod nosem. - Czas, żebys poznała moich przyjaciół!
 Przeciągnęła mnie przez parkiet zapełniony przez tłum ludzi, których nie było tu jeszcze 15 minut wcześniej. Dotarłyśmy do grupy stolików. Siedziały tam dwie brunetki. Chyba bliźniaczki, ale jedna z nich miała kręcone włosy. Widać było, że się nie lubią. między nimi siedział chłopak z bujną czupryną ciemnych blond włosów. Koło ich wszystkich siedziała uśmiechnięta mulatka.
 - Hej! Patrzcie kogo przyprowadziłam! - wszyscy spojrzeli na mnie z lekkim przerażeniem w oczach. - To jest Amber. Wprowadziła się...
 - Dzisiaj.
 - I nikogo tu nie zna. Może sie do nas przysiąść? - blondynka niemal błagała ich na  kolanach. Pierwsza odezwała się mulatka.
 - jasne! Czemu nie. - podała mi rękę i uśmiechnęła się.
 Wszyscy jakby odetchnęli z ulgą. Caroline przedstawiła wszystkich po kolei.
 - To jest Elena, Stefan, Katherine i Bonnie.
 Katherine, brunetka w lokach zamówiła dużo alkoholu. Pół godziny później wszyscy śmialiśmy się na parkiecie. W pewnym momencie przypomniało mi się to co czytałam w domu w księgach. Najbliżej mnie była Bonnie.
 - Hej, Bonn? Słyszałaś coś o ziele takim jak werbena? - dziewczyna zamarła i spojrzała na swoich przyjaciół. nie umknęło mi to, że spojrzeli na mnie, jakby to słyszeli.
 Nagle widok przesłoniła mi ciemność.


_______________________

Przepraszam z kolejną dłuuugą przerwę.. ale teraz będę mogła pisać więcej. 

środa, 22 maja 2013

100 wyświetleń!

Witajcie kochani!!!
W końcu stuknęło mi 100 wyświetleń. Tak długo na to czekałam!!!
Dziękuję wam wszystkim.

I mam tu dla was Klaroline z ostatniego odcinka. :)



Mam nadzieję, że 3 rodział pojawi się w ten weekend.

 Buźka :*

sobota, 18 maja 2013

2.

Następnego poranka obudziłam się w motelu. Potworny kac dawał się we znaki. Za dużo alkoholu. Byłam sama, chociaż rozrzucona pościel obok mnie świadczyła o czyjejś wcześniejszej obecności. Leżałam jeszcze kwadrans próbując przypomnieć coś sobie z poprzedniego wieczoru, lecz w głowie miałam pustkę. Poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem; fryzura była w opłakanym stanie, a na szyi dostrzegłam dwie, drobne bladoróżowe znamiona lub blizny. Wzruszyłam jednak na to tylko ramionami i poszłam pod prysznic. Kiedy gorące strugi wody spływały po moim ciele, pojedyncze obrazy, słowa, sceny z ubiegłej nocy wracały i zaczynały układać się w spójną całość. Obiadokolacja w Grillu, drinki, szczere rozmowy, pocałunki w łazience, przejażdżka do motelu, znowu alkohol i namiętne pocałunki i dziura w pamięci. Nie pamiętałam jednak żadnej twarzy. Wyszłam na wiecznie wilgotny ręcznik na podłodze i owinęłam się suchym leżącym obok umywalki. Znów przyjrzałam się swojemu odbiciu. Na szyi nie było ani śladu po bliznach. Przebrałam się, umalowałam i wyszłam z pokoju z kluczem w ręku. Poszłam po lód i kawę. W drodze do automatów dostrzegłam na parkingu swój samochód. Zadowolona z siebie (widać nie byłam aż tak pijana kiedy tu jechałam)  Podeszłam do maszyny i zaczęłam wybierać: kawa, z mlekiem, podwójnym cukrem...
 I nagle usłyszałam za sobą dobrze mi znany głos łączący się z ostatnim kawałkiem układanki:
 - Cuker się skończył
 Odwróciłam się i zmierzyłam go wzrokiem. Ostatni kawałek układanki. Idealna twarz, boskie ciało. Uśmiechnęłam się do niego, podeszłam i przywitałam go pocałunkiem. Gdy oderwaliśmy się od siebie podał mi kubek z kawą, którą przyniósł.
 - Z mlekiem i podwójny cukier. Jak lubisz. Prawda?
 - Mhm.
 Poszliśmy z powrotem do pokoju, gdzie znów się całowaliśmy. Nagle sobie przypomniałam o przeprowadzce. Przerwałam pocałunki.
 - Damon.
 - Tak, Amber? - wymruczał całując mnie po szyi.
 - W tamtym barze zatrzymałam się w drodze do miasteczka do którego miałam się przeprowadzić.
 - Co z tego?
 Wyswobodziłam się z jego objęć i położyłam się koło niego.
 - To z tego, że miałam być na miejscu wczoraj wieczorem, wysłałam już tam faceta od przeprowadzek i...
 - Załatwione.
 - Co?
 - Nie obraź się... Użyłem twojego telefonu. Facet sam powstawiał pudła do domu. A, i twoja przyjaciółka wydzwaniała to napisałem do niej, że samochód ci się zepsuł i że będziesz na miejscu dopiero dziś. - Spojrzał mi w oczy. - I tak było. Spędziłaś noc w motelu. - ciągnął hipnotyzującym głosem - Sama. Nigdy mnie nie spotkałaś. - zdziwiona kiwnęłam głową "Niech mu będzie. Nic nie zaszło. Wiedziałam, że tak będzie."- A teraz dojedziesz bezpiecznie do zaplanowanego celu i zapomnisz o mnie. - znów kiwnęłam głową.
 Damon uśmiechnął się i pocałował mnie przeciągle. Z zamkniętymi oczami chciałam wpleść palce w jego gęste włosy. Chciałam poczuć go po raz ostatni. Ale umknął mi z pod dłoni. Gdy otworzyłam oczy byłam sama w pokoju, obok mnie na łóżku leżały kluczyki od mojego samochodu, a przez otwarte drzwi wpływało świeże powietrze. Wzięłam kluczyki, torebkę i opóściłam pokój kierując się do samochodu.
 Jechalam jeszcze trzy godziny zachaczając o jakiś fastfood. Słuchając głośno muzyki minęłam tabliczkę na granicy miasta:

WITAMY W MYSTIC FALLS

___________________________________________

Przepraszam za tak długą przerwę zaraz po pierwszym rozdziale, ale... szkoła... -.- Takie życie. Teraz postaram się dodać następny rozdział jak najszybciej.. I widzę, że trochę inaczej potoczyła się historia Amber i Damona.. ale cóż... W następnych rozdziałach postaram się wprowadzić więcej postaci z serialu.  Pozdrawiam, Kath 

sobota, 6 kwietnia 2013

1. Przeprowadzka

Do wypożyczonej ciężarówki zapakowałam ostatnie pudło i zamknęłam drzwi. Podeszłam do kierowcy i podałam mu kartkę z adresem gdzie miał dojechać. Kiwnął głową, wsiadł i odjechał. Ja natomiast po raz ostatni weszłam do domu. Do domu w którym się wychowałam, z którym wiązało się wiele wspomnień od których tak bardzo chciałam uciec.
 - Amber? Idziesz? - Samantha zabrzęczała kluczami tuż przy moim uchu wyrywając mnie z zamyślenia.
 - Tak, tak... - odpowiedziałam pospiesznie.
 - No to dawaj, bo się zaraz rozmyślisz i będzie klapa. - przyjaciółka pociągnęła mnie za ramię w stronę drzwi. w ostatniej chwili zabrałam telefon z szafki przy drzwiach. Sam puściła mnie dopiero na środku trwanika przed budynkiem.
 - Zostań tu. - Podeszła do drzwi i zamknęła na klucz, który wrzuciła do swojej torebki. Podbiegła do mnie. - A teraz chodź do samochodu i w drogę - wykrzyknęła zachęcająco i mocno mnie przytuliła.
 - Uważaj bo jeszcze tu wrócę - ostrzegłam i pocałowałam Sam w policzek.
Chwilę później jadąc fioletowym BMW M3 cabrio minęłam tablicę z nazwą miasteczka żegnając całą moją przeszłość.


***

 Trzy godziny później zatrzymałam się na postój w barze w jakimś mieście. Znalazłam wolny stolik i zamówiłam kurczaka z frytkami. Jak zawsze w podróży. Zaraz po złożeniu zamówienia dostrzegłam przystojnego chłopaka wchodzącego do baru, na oko 23-25 lat. Ostre rysy twarzy łagodził promienny uśmiech, a czarny t-shirt i spodnie, które miał na sobie z pewnością kryły pod sobą boskie, umięśnione ciało. Chłopak rozejrzał się po sali jakby szukając kogoś i udał się w stronę baru znikając mi z oczu.
 Z zamyślenia wyrwał mnie SMS od Samanthy:
 •I jak podróż? wszystko ok? Zadzwoń jak dojedziesz na miejsce. S <3
 *Jest dobrze. Zatrzymałam się w barze na przekąskę. Już widzę kelnera. :)
 Jak napisałam tak się stało. Uroczy chłopak postawił jedzenie na stoliku przede mną i się uśmiechnął.
 - Dzięki.
 Wzięłam jedną frytkę i nawet nie zdążyłam jej zjeść, bo nagle ktoś pojawił się na krześle na przeciw mnie. Wiecie kto to był.
 - Witaj. - mój nowy kompan przywitał mnie powalającym uśmiechem. - Drinka?
 - Dzięki. Jestem samochodem - wskazałam na parking przez okno.
 - Hmm… No trudno. Ja za to się napiję. - nieznajomy kiwnął głową na kelnera i zamówił bourbona.
 - Nie odpuścisz?
 - Nie mam najmniejszego zamiaru… Taka dama nie może jeść sama posiłku.
 - Z nieznajomym nie wiem czy powinnam… - zaczynałam lubić tego faceta.
 - Damon. - po raz kolejny obdarzył mnie swoim uśmiechem.
 - Amber.
 Wyciągnęłam rękę nad stolikiem, żeby ścisnąć dłoń Damonowi, ale ten delikatnie ujął moją i złożył na niej delikatny pocałunek. Zarumieniłam się.
 - Miło mi. - spojrzał na moje jedzenie. - masz zamiar to jeść? Chyba już wystygło.
 Również popatrzyłam na mój posiłek.
 - Chyba tak. Będę się zbierać.
 Zaczęłam się podnosić z krzesła, ale Damon złapał mnie za ramię, spojrzał mi w oczy i powiedział:
 - Lubię Cie. Napijesz się teraz ze mną drinka, będziemy się świetnie razem bawić, prawda?
 Coś jak by się we mnie zmieniło. Uśmiechnęłam się i usiadłam.
 - Tak, będziemy.

___________________________________________

Uff… Pierwszy rozdział za mną. Czekam na komentarze. Każdy jest motywacją do pisania. :) 

piątek, 5 kwietnia 2013

Powitanie


Witam na moim pierwszym blogu. Mam nadzieję że ktoś będzie czytać moje wymysły.Postaram się dodawać posty w miarę regularnie, a w razie jakiegokolwiek opóźnienia będę was informować. Pierwszy post dodam dziś wieczorem lub najpóźniej jutro przed południem.
W razie jakichś pytań piszcie!