sobota, 3 sierpnia 2013

4.

 Obudziłam się przywiązana do krzesła w swego rodzaju piwnicy. Byłam cała zesztywniała. Nie wiedziałam, czy od chłodu jaki panował w lochu, czy od tego, że długo się nie ruszałam. Do tego miałam potwornego kaca. Spróbowałam się poruszyć, ale ktoś związał mnie na tyle mocno, że nie miałam na to szansy. Popatrzyłam na swoje ręce. Na dłoniach wciąż miałam skórzane rękawiczki a na palcu lewej dłoni na rękawiczce nadal miałam pierścionek od babci.
 W cieniu w kącie dostrzegłam zarys postaci, która w tej samej chwili wyszła z ukrycia. To była Katherine.Podeszła do mnie i zacisnęła mi na ramieniu dłoń, boleśnie wbijając idealnie opiłowane paznokcie w skórę.
 - Czemu pytałaś o werbenę? - wyskoczyła nagle z pytaniem.
 - Co? - nie wiedziałam o co jej chodzi. Nie pamiętałam.
 - W barze. upiliśmy sie, a ty nagle zapytałaś sie Bonnie o werbenę!
 Coś mi świtało w głowie, ale wciąż wspomnienia poprzedniej doby były bardzo, bardzo niewyraźne. Drzwi otworzyły się, a w progu stanął ciemnowłosy facet. Gdy dostrzega mnie przywiązaną do krzesła, blednie, spogląda to na Katherine, to na mnie. Gdy zobaczyłam jego oczy, wspomnienia zalały mnie potężną falą. Cała noc w motelu; alkohol, moja kolacja i... Pobladłam. I krew. Moja. On ze mnie pił. On był wampirem. i jeszcze jego imię... Damon. Cały czas patrzyłam się na niego.
 Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, on zadaje pytanie Katherine:
 - Co tu się do cholery dzieje? I kto to jest?
 Ja w ciągu paru sekund doszłam do siebie.
 - No nie mów, że już zapomniałeś. - zaśmiałam się, kryjąc swój strach. - Pozwól, że przypomnę. Jakieś dwadzieścia osiem godzin temu, przysiadłeś się do mojego stolika kiedy jadłam posiłek. Później wypiliśmy trochę, zabrałeś mnie do jakiegoś motelu, w międzyczasie gdzieś zniknąłeś, bo gdy obudziłam się rano nie było cię! - niemal krzyczałam na niego. - Spotkałam cię przy automacie z napojami. Stałeś tam z kawą. Jak wróciliśmy do pokoju, byłeś tam chwilę i się zmyłeś. Jak każdy typowy, pieprzony facet!
 Musiałam przestać, bo nie miałam siły oddychać. Z tego skorzystała Katherine.
 - Że co?
 - A i zapomniałam, o coś zapytać. - zostałam zignorowana.
 Do piwniczki weszli pozostali z poprzedniego wieczoru. Zrobiło się cholernie ciasno. Nie miałam czym oddychać. Zaczęła się ostra dyskusja, wszyscy mnie olewali. Damon przekonywał wszystkich, że wymazał mi pamięć (byłam trochę zdziwiona), wszyscy darli się na niego, że chyba jednak mu się nie udało.
 -Czy ty jesteś wampirem? - w pomieszczeniu zapadła cisza. - Czy. ty. jesteś. wampirem? - zapytałam ponownie oddzielając każd słowo od poprzedniego.
 -Tak. - padła krótka, rzeczowa odpowiedź. nie taka jakiej się spodziewałam. potrząsnełam głową. Damon zwrócił sie do Katherine - jak ona - wskazał na mnie - sie tu znalazła?
 - Zabiłam ją.
 - Co? - krzyknełam. - Chyba nie! nie siedziała bym tutaj. - Damon potrzegł do mnie i przyjrzał sie moim dłoniom.
 - Wiedziałas o pierścieniu? - zapytał Katherine.
 Westchnęła i odpowiedziała:
 - Nie, nie wiedziałam.  W razie czego nasza wiedźma by ją ratowała swoim czary-mary.
 Brunet błyskawicznie przygniótł ją do ściany
 - Ty suko.
 - Tobie też nie zależało na niej. Jedna nocka. Brawo, Damonie. - wycharczała. - Swoją drogą, rajcuje cię to? Robienie krzywdy kobietom? - bez wachania wykręcila mu rękę którą zaciskał na jaj szyi. Zwinął sie z bólu. - Zawsze będe silniejsza niż ty - wyszła z lochu, a wszyscy przyglądający się tej scenie stali w osłupieniu.
 Bliźniaczka Katherine, wyszła zaraz za nią ciągnąc za sobą Stefana. Zostałam tu z Caroline, Bonnie oraz Damonem nastawiajacym sobie dłoń. przypatrywałam się wszytkiemu w szoku. uświadomiłam sobie właśnie, że od tąd moje życie będzie zupełnie popaprane. - Super. To może ktoś mnie rozwiąże i wytłumaczy mi o co chodzi z pierścieniem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz