sobota, 14 września 2013

5.

 Pierwsza ruszyła się blondynka. Caroline. Szybkim ruchem rozerwała krępujące mnie sznury. Rozmasowałam obolałe nadgarstki.
 - To o co chodzi z pierścieniem?
 Bonnie zrobiła krok w moim kierunku.
 - Czarownica ma duże pole działania jeśli chodzi o biżuterię. Może..
 - Ty jesteś czarownicą?
 Kiwneła głową - Tak. Czarownica może tworzyć pierścienie chroniące wampiry przed słońcem. To chyba robią najczęsciej. Ja zrobiłam dwa. Dla Caroline i Eleny. Mniej znane i zdecydowanie rzadziej wyrabiane są pierścienie, które chronią ludzi przed jakąkolwiek śmiercią z rąk istot nadnaturalnych. Jak twój. - wskazała na moją dłoń. - Kto ci go dał?
 - Moja babcia mi to zapisała wraz z jakimiś starymi książkami.
 Caroline, która pomagała Damonowi wstać popatrzyła na Bonnie
 - Czy to mogą być..
 - Księgi czarów? Chyba tak. Czym się zajmowała twoja babcia?
 - Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Chcesz zobaczyć te księgi?
 Mulatka kiwnęła głową. Tuż przed wyjściem z lochu usłyszałam narzekania Damona.

***

 Weszłyśmy do mojego domu. 
 - przepraszam za bałagan, ale przyjechałam tu wczoraj.
 - nie ma sprawy - uśmiechnęła się Bonnie - To gdzie księgi?
 Wskazałam na stolik do kawy cały zawalony księgami i papierami.
 - Wow. - krótko podsumowała. - To wszystko było twojej babci?
 - Mhm. I jej babci. I tak dalej. co drugie pokolenie.
 Bonnie usiadła na kanapie, ja zaraz koło niej. Zaczęłyśmy przeglądać księgi. Niektóre rzeczy mi tłumaczyła. Koło 15. odezwał się dzwoek do drzwi. Wstałam otworzyć.
 - Caroline! Hej. Nie spodziewałam się ciebie.
 - Hm, no tak. Przyniosłam wam pizze! - uniosła rękę z dwoma płaskimi pudełkami. Chciała zrobić krok do przodu, ale zatrzymała ją jakaś niewidzialna bariera.
 - Musisz ja zaprosić, jeśli ma wejść. Oczywiście jeśli chcesz. - z głębi domu krzykneła Bonnie.
 Otworzyłam drzwi szerzej i niczym lokaj zaprosiłam ja gestem do środka.
 - Caroline Forbes, zaraszam cię do domu.
 Blondynka się rozpromieniła i niemal wskoczyła do środka. podała mi pizzę. Wzięłam pudełka i zrobiłam jej miejsce. Care sięgnęła do torebki i wyjęła butelkę whisky.
 - pomoże myśleć. z resztą pijane czarownice są zabawne. - powiedziała przechodząc do salonu. Bonnie zgromiła ją wzrokiem.
 - Chyba nie dowiem sie o co chodzi, prawda? - przeszłam do kuchni i wyjęłam pizze na duże talerze.
 - Na pewno nie. - Odburknęła Bonnie patrząc wilkiem na Care.
 Wróciłam z pizzą.
 - To co z tymi papierami?? - Zapytała blond wampirzyca
 - To wygląda na księgi czarów. Starsze niż te które mam. A moje liczą sobie  koło trzystu lat. - Bonnie mówił tekkim tonem, ale i z nieskrywaną fascynacją. Popatrzyłam na Caroline, która stała pół metra ode mnie i trzymała w dłoni nienaruszoną butelkę z alkoholem.
 Wziełam whisky od wampirzycy i szybkim ruchem ją odkręciłam. Pociągnęłam kilka łyków. Nieco odprężyłam się gdy poczułam znajome drapanie w gardle.
 - Bon. Jakie są szanse, że i ja jestem czarownicą?
 Czarownica zawahała się.
 - Jakieś 95 procent.
 Opadłam na kanapę nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
 - Hej, dobrze się czujesz?
 - Tak, chyba tak. - odpowiedziałam, głosem wypranym z wszelick emocji. W ciszy jadłysmy pizze. Zaczęłam wpatrywać się w świeczkę stojącą na komodzie pod ścianą. Dałabym radę ją zapalić?
Nie skończyłam o tym myśleć, a świeczka buchnęła płomieniem. Szybko podniosłam się z kanapy i podeszłam do komody. Zgasiłam płomień dmuchnięciem.
 - Teraz mam sto procent pewności. - popatrzyłam na Caroline. - Gdzie można się upić w dobrym towarzystwie?
 - Może u Salvatore'ów?
 kiwnęłam głową, zabrałam torebkę, założyłam buty.
 - Bonnie? idzesz z nami?
 - mogę. Ale nie będę pić.
 Zaczełyśmy się śmiać. Szybko posprzątałyśmy rzeczy za stolika. resztę pizzy schowałam do lodówki. Atmosfera się rozluźniła, a my wyszłyśmy na zewnątrz. Wszystkie wpakowałyśmy się do auta caroline i pojechałyśmy do pensjonatu.